Życie pisane na wodzie pianą...
...życie jak wielki sztorm





"biegną brązowi z apteczką leków..."
Inspektorat Ratowniczo-Medyczny Kraków
Harcerska Grupa Ratownicza "Krak"
Harcerska Szkoła Ratownictwa

ZNAJOME PORTY
WYSPA poznaj inny świat, pokochaj żagle.
Turyści a mianowicie moja klasa...
KOLCHIDA mój klub żeglarski
szczep halny 9 lat mojego życia
XII zakład
tawerna pod jagnięciem mój świat muzyczno-żeglarski...

SPOTKANI W RÓŻNYCH PORTACH
Sivuha zdjęcia Artura
andrzej korycki zaśpiewaj parę szant...
agi myśli... tak bliskie
cień gwoździa
kurczaczek
sofi




blog.pl

Layout by
Gwozdek & Sofi Company

Design by
Brożka

"noce na oceanie nieocenione czekanie dnia..."

 etap rejsu zakończony. dotarliśmy do Azorów. 2 tygodnie temu wystartowalismy z St. Maartenn żeby przeprowadzic do Polski prawie 15 m jacht. w załodze 4 osoby w tym: dwoej polaków, serbka i włoch. komunikujemy się głównie po angielsku i  migowemu. BYcmoże dzięki temu nie narodziły sie jeszcze większe konflikty. PIszę jeszcze bo jestem pewna, że prędzej czy póxniej sie pojawią. Cóż po skończonej podrózy będziemy albo przyjaciółmi albo się znienawidzimy. 

14 dni bez widoku lądu. od czasu do czasu spotykalismy jakis statek. Było duzo czasu na myslenie. o życiu, o bliskich, o sobie. Żeby wybrac się na taka "wycieczkę" trzeba mieć wszystko poukładane. Stąd nie da się wysiąść, w połowie pociągnąć hamulca bezpieczeństwa i poprosić o przerwę.

Najbardziej lubię nocne wachty przy spokojnym wietrze. lubię siedziec sama ze sobą, słuchac muzyki , patrzeć w gwiazdy. a jest ich tu tyle go w górach. nieprzycmione światłami miast. Tylko wielki wóz troche stanął dęba, a Orion zamiast stać urządza sobie sjestę. 

"...człowiek popłynął w rejs i niespodziewał się, ze stanąc ma u samych bram"


brozeczka 2011-04-15 11:51:29
skomentuj (1)
jak zawsze aktualnie

znowu zaglądam tu po miesiącach przerwy. minął kolejny sezon na wodzie. kolejny sezon szkolenia. nowi ludzie. zmiany w życiu. studia dalej męczę te same, lecz odnoszę wrażenie iż straciłam do nich serce. powtarzające się przedmioty i prowadzący, którzy nie mają nawet chęci żeby nam coś przekazać. ale w dalszym ciągu mogę pozwolić sobie na zniknięcie z uczelni na miesiąc i nie ma tragedii. 

wprowadziłam się od mamy i mieszkam w samym środku krakowskiego Kazimierza. malutkie mieszkanie moja babcia nazwała ostatnio "pomieszczeniem", ale za to jest nasze i na dwoje wystarcza. w związku z brakiem telewizora czytam książki, słucham muzyki... jak tylko jestem w domu to zamieniam się w kota kanapowca. 

ostatni miesiąc spędziłam krążąc między Warszawą, Barceloną, a Krakowem. Brałam udział w kolejnym remoncie Louve, co muszę przyznać sprawiało mi masę radości. zarówno w związku z tym, że uwielbiam prace przy jachtach, jak i w związku z mega pozytywna ekipą, z która pracowałam. jak za czasów harcerskich wypadów przypomniałam sobie jak fajnie jest spontanicznie jeździć na spotkania z ludźmi. i cudowne powroty do domu, w którym ktoś czeka. 

wakacje spędzone na Mazurach. znowu masa nowych doświadczeń. pełno pozytywnych emocji i wspomnień. kolejny sort przyszłych instruktorów z którymi mam nadzieję spotkam się w przyszłości w pracy. kilka osób, które może miło wspomną szkolenie.

 


brozeczka 2010-12-25 23:14:27
skomentuj (0)
"gdzie Ciebie znowu w światy goni..."

  jest 5 maja. równo miesiąc temu zakończyła się moja przygoda na Martynice. pojechałam tam aby płynąć przez Atlantyk jako załoga na jachcie Dora (Elan 43). Gdy tylko usłyszałam propozycję nie zastanawiałam się długo i od razu kupiłam bilet do Fort de France. spakowałam rzeczy, pozałatwiałam sprawy na uczelni i 30 marca wsiadłam z duszą na ramieniu do samolotu lecącego do Paryża, skąd miałam kolejny lot już na Martynikę. Udało mi się bez problemów dotrzeć do Le Marin gdzie na kotwicy stał jacht. 

  z Rafałem, z którym miałam płynąć umówiona byłam na postoju taksówek, zjawił się z uśmiechem i niestety przekazał mi niepokojące wiadomości. powiedział, że jacht jest w złym stanie i że on zrezygnował z płynięcia i znalazł pracę na lądzie. zapaliła się we mnie czerwona lampka... poszliśmy pogadać w Mango Bay gdzie przedstawił mi tamtejszą społeczność polsko-czeską. po wspólny wieczorze na jachcie Mariusza i Victorce wiedziałam już, że głównym wspomnieniem z Martyniki będą ludzie. 

  drugiego dnia dokładnie oglądnęłam jacht i w zasadzie podjęłam decyzję o powrocie. jacht bez podstawowego kompletu żagli, z przerdzewiałymi stalówkami, 2 akumulatorami, i jeszcze kupą innych usterek był dla mnie potencjalnym zagrożeniem (do tego trzeciego dnia okazało się jeszcze, że silnik nie działa). po rozmowie z właścicielem zgodnie z jego prośbą nie podejmowałam pochopnych decyzji tylko postanowiłam poczekać na kapitana, który miał zjawić się w przeciągu 3 dni. w ciągu tych dni zwiedziłam miasteczko, a wieczory spędzałam na Victorii u zaprzyjaźnionych Czechów. dużo rozmawiałam z Polakami, którzy zadomowili się już w Le Marin. poznałam ich opinie o jachcie i tylko utwierdziłam się w fakcie, że jeżeli armator nie zdecyduje o natychmiastowym remoncie i zakupie potrzebnego sprzętu to wracam. ponieważ kapitan nie zjawił się w terminie, kupiłam bilet powrotny. przekazałam jeszcze wszystkie moje uwagi następnej osobie, która wybierała się na Dorę by z nami pokonać Atlantyk, tak by nie znalazła się w takiej sytuacji jak ja.  

  4 kwietnia wsiadłam do samoloty powrotnego i w lany poniedziałek wylądowałam w Krakowie. uboższa o ponad 1000 E, za to pełna nowych doświadczeń, przemyśleń i wspomnień poznanych ludzi. od tego czasu kursuje między Warszawą, gdzie szkoliłam żeglarzy, Gdańskiem gdzie remontowałam jachty, a Krakowem. wróciłam do domu ledwo 2 dni temu, a już mnie niesie dalej.  

 

i wiem, że kiedyś ta wrócę...                                                                                                       więcej zdjęć: Martynika 2010


brozeczka 2010-05-05 13:08:52
skomentuj (4)
jesttakiplacnagiipustygdziezawszestałwojownikgrom

po festiwalowym maratonie. najpierw 5 dni Shanties, a później (jakby mi było mało szant) pojechałyśmy z Sofi do Wrocławia. przemyśleń jest dużo. trochę związanych z organizacją (bo już mam porównianie), więcej z tym co sie działo. na pewno dużo nowych znajomości, które i tak kończą się tym, że ludzie się nie pamiętają. za to jak zawsze pozostają miłe wspomnienia. 

śpiewanie na staroportowym zapleczu "wszystkiego tylko nie szant" (łącznie z "we wtorek po sezonie" ;] ) przy akompaniamęcie 3 par skrzypiec, 4 gitar, harmonijki, fletu i łyzek. wszelkiego typu i konfiguracji wymiany koszulek, pewne zdjęcie w kasku, hektolitry kawy i mina Pawła J. po wyjściu z hostelu z tekstem "boże... światło... dźwięk...", nagrania dla Gromsów i Kasia wyrzucająca z siebie chorus koncert Dublinersów i "I wish i had someone to love me". no i wszystkie piękne kłamstwa, dzięki którym "dom turysty" nabrał nowego znaczenia. 

i po tym wszystkim teraz mi tak jakoś dziwnie


brozeczka 2009-03-04 20:44:15
skomentuj (0)
święta ? dziękuję, postoję...

nie lubię takich świąt jakie nastały od kilku lat. owszem nigdy nie były one obchodzone ze względów wiary (przynajmniej w moim odczuciu), ale dawały jakiś wspólny front dla rodziny. walka my albo one. jakby na to nie patrzeć było to łączące :) ale od kiedy święta sprowadzają się do kłótni o porządek, pretensji, że nie pomagam i błądzenia po sklepie, żeby wymyślić jakiś prezent, to po prostu ich nie lubię. nie oznaczają się niczym charakterystycznym, od lat wyglądaja tak samo. równie dobrze mogły by wypadać w połowie maja, albo być dniem wolnym w środku tygodnia pracy, kiedY to zjemy razem obiad i porozmawiamy o niczym, tylko byle zdążyć po nim dojechać do domu "na serial". 

nie chce takich świąt, nie


brozeczka 2008-12-23 16:03:59
skomentuj (1)
Od Sofi
Kochanie!

Ponieważ z przeszłością trzeba zerwać brutanie, kasuje jednego linka - chyba zauważysz którego.

Hop siup I DO PRZODU!!!

Uściski
brozeczka 2008-11-24 21:22:54
skomentuj (0)
uśmiecham sie do swoich myśli
żyję wspomnieniami. przypominam sobie chwile kiedy się uśmiechałam.

    Samhain i dużo, dużo śpiewania i bawienia się muzyką z ludźmi, którzy też to kochają. spotkanie po 2 latach z przyjacielem, które przypomniało czasy "młodości". i te ostatnie chwile na dworcu, to że wróciłeś po tym jak się już pożegnaliśmy

  i czekam na sezon, by znów pływać i cieszyć się każdym dniem.  

do lata piechotą będę szła... 

  ...pustym brzegiem 


brozeczka 2008-11-08 00:24:23
skomentuj (0)
DZIENNIK
GALERIA cz. I
GALERIA cz. II

WSPOMNIENIA
2011
kwiecień
2010
grudzień
maj
2009
marzec
2008
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
marzec
luty
2007
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik


A JA...
a ja śpiewam białych, białych żaglach,
i żegluje z wiatrem
i pod wiatr.
a ja śpiewam o białych, białych żaglach,
białe żagle to wszystko co mam...